Jakie słowa są kruche..
Powiesz komuś, że będziesz z nim na zawsze, że tego chcesz,
a na drugi dzień zdajesz sobie sprawę, że nie wiesz czy to co powiedziałeś dzień wcześniej jest prawdziwe..
Że tak naprawdę nie wiesz czy chcesz być z tą osobą.
Więc najłatwiejsze rozwiązanie - kończysz to.
Łamiesz tej osobie, która była dla Ciebie wszystkim, serce i zostawiasz ją myśląc - tak będzie lepiej.
Mija jeden dzień, jeden miesiąc, potem drugi..
A Ty zaczynasz czuć pustkę, ogromną pustkę..
Zaczynasz wspominać i uświadamiasz sobie, kuźwa.. ogarnij się, przecież Ty go kochasz.
Brakuje Ci go, jego obecności, spojrzenia, dotyku...
A potem uświadamiasz sobie, że w między czasie wplątałaś się w coś innego
I gdy wrócisz do tego co było, to wtedy to 'nowe' ucierpi, a Ty nie chcesz żeby ktokolwiek ucierpiał.
I wtedy jest ten stan kiedy stwierdzasz 'Lepiej by było gdyby mnie nie było, nikt by nie cierpiał' ,
a potem myślisz o rodzinie
i uświadamiasz sobie, że jesteś w niezłej dupie, że czego byś nie zrobiła to i tak będzie źle i kogoś zranisz.
Można odebrać sobie życie, wtedy na pewno byłoby łatwiej, ale znowu trzeba pomyśleć o rodzinie..
I co? znajdujemy się w punkcie wyjścia..
A żeby tak móc zniknąć,
wymazać o sobie wspomnienia
i po prostu wyparować i już nic nie czuć...